Remik „T.R.I.P 2K15” – recenzja

0

 

Remik? Młody raper, reprezentant Kamiennej Góry, słyszałem o nim przed otrzymaniem albumu „T.R.I.P 2K15” od redakcji, ale na tym się kończy. Nie słyszałem jego numerów. Płyta ma już kilka miesięcy, tak więc z poślizgiem spisuję tu kilka lepszych i gorszych wrażeń z odsłuchu.

 

Szybki rzut okiem na tracklistę, jest dwanaście numerów, o których z góry niewiele można powiedzieć, zauważalna jest osoba DJ-a Soiny i Black Belt Grega. Zacni DJ-e. Odpalam, DJ Soina wjechał z gramofonami, nieźle, ale zaraz z nawijką wpada gospodarz i tu coś nie gra, przewijam wstecz i faktycznie, wokal ciszej od cutów co kompletnie psuje początek płyty. Co do nawijki w pierwszym tracku, jest nieco przekombinowana, zbyt chaotyczna, kilka zbytecznych emocji w głosie. Co do głosu, jest fajny, ale przez wcześniej wymienione rzeczy potrafi drażnić ucho. To nie tak, że słaby numer i w ogóle, nie powiedziałem tego, bardzo wkręca się refren, a bit Funk Monstera jest sztosem. Kolejny track, znacznie lepszy lirycznie, ale ten refren… Nie byłem przekonany do płyty, aż do trzeciej pozycji, tu w końcu słychać skill, tekst ponad przeciętny, wszystko napędzane West Coastowym bitem Funk Monstera, a jakże! Zresztą wypadałoby zaznaczyć, Funk Monster, reprezentant Torunia, członek wytwórni Grill-Funk z Breslau wyprodukował ten album w całości, a to gwarancja dobrego brzmienia. Poważnie nie słyszałem nigdy słabego bitu od tego gościa, wszystko ma klimat. Dobra, wróćmy do płyty, kolejny numer, potem następny, im głębiej tym ciekawiej, szybkie nawijki, podśpiewywanie, i chyba kawa zaczyna na mnie działać, w głowie układają mi się trzy litery M E S. Nie, że Remik to ksero, ale pomijając przepaść w czerpaniu przyjemności z obcowania z głosami raperów, to flow Remika idzie właśnie w tym kierunku. Podobne akcentowanie, podśpiewywanie, patenty na nawijkę, refreny, dopowiedzenia, powtórzenia… może coś jeszcze. Niestety Remik wypada blado, zbyt „skrzeczący” głos, do tego nieco zachrypnięty. Po doszlifowaniu tego elementu może być naprawdę ciekawie. Po przesłuchaniu całego materiału, a nawet połowy numerów, wybiórczo, można dojść do wniosku, że Remik konkretnie potrafi robić rap, tych kilka potknięć nikogo raczej ku innemu zdaniu nie skłoni. Na początku recenzji, przy napomnieniu o trackliście nie napisałem ani słowa o featuringach, nie zapomniałem, na płycie nie ma gości, poza dwójką wymienionych DJ-ów i wokalistką, świetną zresztą Asią Łuczkowską w ostatnim numerze. Do tego biiit z pozycji dwunastej… niezwykle buja, mój faworyt na płycie, klasa światowa, serio.

 

Podsumowując płyta warta polecenia, nawet jeśli pierwsze wrażenie nie jest najlepsze nie zalecam wyłączać jej po dwóch utworach, jest ciekawy flow, rzadki dziś na scenie, jest treść, jest klimat, a brzmienie? Ja chętnie przytuliłbym płytkę w wersji instrumentalnej, producent zrobił robotę, tak gra się funk.

Adrian „Aike” Kowalski

 

odsłuch:

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o