Rap EpiDEMIA #1: Quo Vadis Boy?

0

Ostatnia dekada to czas rewolucyjnych zmian. Scena tym razem międzynarodowa dzieli się na kolejny grupy, podgrupy, podgatunki, na tych „prawdziwych”i tych „niekoniecznie prawdziwych”. Moje ostatnie obserwacje dotyczyły zarówno sceny mainstremowej, komentarzy fanów, rap-maniaków tych będących na Hip-Hop Kempie jak i tych którzy nie wystawiają nosa z „ośki”.

 

Zatrważającym zjawiskiem jest akt rozłamu. Człowiek jako zwierze stadne lgnie ku innym w poszukiwaniu pewnego rodzaju akceptacji, atencji, niekiedy w sytuacjach wyjątkowych by złapać oddech, udaje się do swojej samotni.

Tym bardziej dziwi mnie fakt, że kultura która od wielu lat zrzeszała ludzi różnych środowisk, często też tych wyśmiewanych, nierozumianych choć gęsto zdolnych i zagubionych zaczyna zmierzać do pewnego rodzaju samozagłady.

Wszystkiemu winne jest ego. Pewnie uśmiechacie się z przekąsem pytając się w myślach, że „debil piszący ten felieton postradał zmysły”.

Zaskoczę Was, nie – nie postradałem. Z pełną odpowiedzialnością muszę zaznaczyć fakt, iż nasze ego rozdmuchane w piecu gustów muzycznych i naszego „najmojszego zdania” prowadzi do braku szacunku wobec innych. Na wszelakiej maści portalach, zarówno tych stricte rapowych jak i serwisach pokroju Youtube gdzie premiery co raz to kolejnych klipów gwiazd i podziemia sieją się gęściej niż nowe struktury polityczne, zauważam, że mamy problem z werbalizacją swoich myśli. Niejednokrotnie komentarze pokroju : „chujowe nie sprawdzałem”, „wack”, „noskill”, „no name” okraszają krajowe produkcje. Ciągle mówimy, że to wina „hejterów” czy „gimbów”, ale czy naprawdę?

Podczas Hip-Hop Kemp niejednokrotnie zaczepiałem obcokrajowców czy naszych rodaków w celu zwykłej rozmowy o rapie. Z moich obserwacji wynika, że 90% osób zza granic naszego pięknego kraju darzy tę kulturę większym szacunkiem. Częściej z ich ust pada stwierdzenie „wolę iść na inny koncert, tamten mnie nie jara” niż jakiekolwiek bezpośrednie obrazy pod konkretnym adresem.

Bo niby czym dany artysta zawinił by zostać obrzucony błotem? Nie każdy z raperów, muzyków w swojej dyskografii ba, na swoich albumach nie ma doskonałych wszystkich utworów. Nam bardzo często zdarza się uczestniczyć w jednej z części hip-hopu – rapie. Wtem zdaje nam się, że jesteśmy hip-hopowi, „true” i świat winien jest nam paść do stóp bo przecież hołdujemy tej kulturze, czyż nie?

Otóż właśnie – nie! Należny pokłon trzeba oddać tym którzy trzymają te kulturę w ryzach od wielu lat. To Ci którzy w latach `90 przenosili kulturę z pierwszych telewizji satelitarnych i kaset zasługują na największy szacunek i uznanie. Tamten okres w Polsce nie należał do ciekawych pod względem multimedialnym, jednak determinacja i fakt, że pomimo niezrozumienia ogółu społecznego Ci ludzie krzepili w swoich braciach i siostrach hip-hop – my, dziś możemy cieszyć się swoją sceną, muzyką, licznymi koncertami, festiwalami i faktem, że do dziś ta kultura pomimo ogromnego rynku jest niezależna od polskich mediów publicznych.

Zaraz zaczniecie obwiniać mnie za to, że „truski” muszą mieć szacunek a „newschool” dostaje baty. Nie, moi Drodzy istotą jest fakt zrozumienia korzeni. Newschool tak jak muzyka rockowa winna jest bić pokłony swoim „dziadkom” kolejno „truschoolowi” (czyt.boom bap`owi) czy muzyce bluesowej. Nie było by ewolucji która jest naturalną koleją rzeczy. Od nas samych zależy za to w jakim kierunku ów ewolucja będzie podążać. Niestety, obecnie w Stanach Zjednoczonych wielokrotnie jest ona równa bełkotowi. Nie zrozumcie mnie źle, rozumiem, iż muzyka jest muzyką i może pełnić funkcję stricte rozrywkową. Jednak są też tacy ludzie jak ja, którzy widzą w niej coś więcej, głębię, przekaz, myśl. Muzyka jest jak kobieta – a czym ta jest bez prawdziwego wielbiciela? Pusta, próżna i nieatrakcyjna – jeżeli będziemy w niej widzieć tylko rzeczoną zabawę. Tu pojawia się jedno z najistotniejszych pytań ostatniego czasu, czemu nie możemy podarować sobie i innym zrozumienia i szacunku? Czy to kosztuje tak wiele? Rozumiem, że dźwignią marketingu jest reklama. Beefy, dissy, wyciąganie rzeczy z prywatnego życia (im brudniejsze tym atrakcyjniejsze) tworzą kolejne zbiegowiska i hype na rzecz tych „świętych”. Niech rzuci kamieniem ten który w życiu nie popełnił błędów!

„Każdy popełnia błędy nie każdy naprawia” – to jeden z tekstów Hadesa który doskonale przedstawia bliską mi filozofię. Skoro nie jesteśmy fair wobec siebie, do czego zmierzamy opluwając innych? To tyczy się również samej muzyki. Nie podoba się? Nie szanujesz? Omiń, odejdź. Choćby z szacunku do siebie. Cała rozprawa zmierza ku temu, że w moim przekonaniu nie istotnym jest fakt czy noszę baggy, rurki, słucham Wu Tang Clanu czy Lil Wayne`a – to prywatna sprawa każdego. Istotnym jest fakt czy nie przeszkadzamy w tej prywatności wszystkim dookoła za pośrednictwem największego medium, ego – słów i czynów.

Życzę sobie i innym aby szeroko rozumiana scena bez względu na rodzaj wykonywanego rapu nie umarła. By powróciły czasy gdzie liczy się wspólny cel. Ten materiał pomimo moralizatorskiego brzmienia jest refleksją. Chciałbym i życzę Wam tego abyście dzielili się swoimi refleksjami z siostrami, braćmi, koleżankami, kolegami – uświadamiali i mówili, że często najzwyklejszy props może dać komuś szansę rozwoju. A Ty? Drogi rapie, gdzie powiedziesz kroki w najbliższej dekadzie? Co przyniesiesz? Quo vadis Boy?

Demia Doberman

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o