Rap EpiDEMIA #2: Uwaga, nie przeszkadzać!

0

Ostatania dekada stoi pod znakiem mediów społecznościowych. Gro znajomych,  rodziny, kolegów i koleżanek po znane osobistości nie mogłoby przejść obojętnie obok takich serwisów jak Snapchat, Facebook, Twitter czy choćby Instagram. Kupiłeś nowe buty? Może nowy samochód? U Twojego boku pojawiła się blond piękność a może wegetariańskie jedzenie z kawą ze Starbucks`a smakowały wybornie? Dlaczego by o tym nie powiedzieć wszystkim? W końcu niech wszyscy widzą, że u mnie wszystko jest spoko!
W natłoku komercji, PR-u niemalże każdy raper zasypuje w/w media swoimi prywatnymi sprawami …no właśnie, czy aby na pewno prywatnymi?

W ciągłym pędzie, zasypani pracą i obowiązkami staramy się znaleźć chwilę na oddech. Codziennie na całym świecie serwisy Pana Zuckerberga i spółki zaliczają miliony wejść, tysiące nowych użytkowników, kolejne miliardy zdjęć, filmików ukazujące iście doskonałą kondycję życiową ludzi sukcesu. W ostatnich kilku latach niedostępność gwiazd i raczej ich  nikłą chęć do odpisywania na jakiekolwiek wywody fanów, zastąpiła wylewność. W sieci można łatwo znaleźć zdjęcia czy materiały POV z imprez znanych kolegów, domówek, bankietów czy też koncertów i ich backstage`y. Im więcej jest niedopowiedzeń tym lepiej. Fani gęsto zaczynają komentować poczynania swoich idoli niekiedy przekraczając granice dobrego smaku. Ów cały myk ma na celu poprawić ruch na fanpage`ach wykonawców. Sprawić by komentarze, wzajemne obrzucanie się błotem czy ślepe propsowanie przyciągnęło rzeszę spragnionych sensacji „fanów”. A co jeśli nasz idol pochwali się np. żoną? Dzieckiem? Domem lub miejscem pobytu podczas wakacji? O tak, właśnie wtedy zaczyna się szał i niezliczona ilość komplementów które … nic nie wnoszą. Nie chcę tu brzmieć (choć już pewnie się nie udało) jak stary pierdziel który komuś czegokolwiek zazdrości, wręcz przeciwnie intryguje mnie całe zjawisko. Dokładniej jego sens. Nie mam nic przeciwko postaciom takich raperów jak Tede, VNM czy W.E.N.A., ba, tych trzech muszkieterów dzielnie śledzę by nie rzec, że całym sercem wspieram. Jednakże stricte muzycznie. Rzeczy którymi rzeczeni Panowie chcą się z nami podzielić  mogą być czasem ciekawe. Na przykład gdy pokazują nowo poznane miejsca, ciekawe historie czy też ludzi, wtem widzę w tym sens. Jednak gdy moim oczom ukazuje się milionowa już nowa para butów, zdjęcie stóp z krajobrazem morza, czy też twarze rzeczonych artystów które od niecałych 24 godzin od wcześniejszych fotek nie uległy zmianie, wtem zaczynam się zastanawiać nad tym, czy to nie jest jakiś żart? Bądźmy obiektywni. Ile razy można oglądać takie zdjęcia? Co to ma zmienić? Gdy widzę kolejne „lajki” widniejące przy ów „dziełach” zaczynam zadawać sobie pytanie czy aby wszystko z naszym społeczeństwem jest w porządku? Cała ta sytuacja ma w pewnym stopniu spowodować by słuchacz miał poczucie bliskości z danym artystą. By ten uzyskał status naszego znajomego któremu bez „pomocy” plotek oczywiście, zaglądamy w życiorys. Tu od dłuższego czasu postawiłem sobie ważne pytanie, czy aby na pewno to co uznajemy za prywatne, faktycznie takim jest? Czy nie mamy w większości przeświadczenia, iż widziane przez nas fotki czy filmy nie są ustawiane, sztuczne? Czy nie możemy pojąć, że gdyby każdy z nas naprawdę posiadał faktyczne informacje na temat naszych idoli mogło by to w niektórych (pewie skrajnych) przypadkach doprowadzić do tragedii?

Przykładem są ostatnie wydarzenia ze Stanów Zjednoczonych, gdzie jedna z uczestniczek programu The Voice of America zginęła z ręki szaleńca. Podzieliła los gitarowej legendy Dimebag`a Darrella z zespołu Pantera. To właśnie muzycy rzeczonej grupy podjęli rękawice i apelowali za pomocą virala o konkretne zmiany w sposobie ochrony artystów tego kalibru. Pomimo braku jednoznacznych dowodów i motywu odnoszę wrażenie, że media społecznościowe przykładają do podobnych zdarzeń rękę. Prawdziwy maniak jest w stanie dowiedzieć się o nas niemalże wszystkiego. Od miejsca zamieszkania po sylwetki naszych bliskich. Zatrważającym jest fakt, że wszystkie opisane przeze mnie rzeczy nie dają dobrych prognoz na najbliższe lata. Nie myślcie, że to paranoja. Kolejnym faktem jest to, że nie następuje żaden zwrot w kierunku przeniesienia życia do rzeczywistości. Posiłkujemy się coraz to częściej „szczęściem” i życiem innych. Częściej widzę niektóre osoby które niesmacznymi kęsami zajadają się swoimi smartfonami i tanimi informacjami, niźli tych którzy spędzają czas aktywnie. Czy jest szansa na poprawę? Owszem. Sądzę, iż wychodzenie na koncerty, budowanie więzi oraz przywożenie z takich wydarzeń pozytywnych wspomnień i dzieleniem się nimi z kolegami, daje dużo więcej. Gdy piszę ten tekst w międzyczasie (o słodka ironio) zaglądam na facebook`a i moim oczom ukazuje się wpis Rozbójnika Alibaby. Czytam w nim, że artysta przebywa w aktualnie w kawiarni gdzie przy stoliku obok siedzi para. Podobno od półgodziny zapatrzona bez słowa w swoje telefony. Całe to zjawisko uświadamia mi pewnego rodzaju trans w jaki potrafimy wejść. Przyjmujemy mniej lub bardziej świadomie poszczególne informacje i co gorsza, przekazujemy je dalej bez żadnej ówczesnej weryfikacji. Przykładem jest Gang Albanii. Niby dla żartu, niby specjalnie, niby nikogo cały ten projekt nie jara. Kogokolwiek bym nie zapytał – nikt nie słucha, bo to niesmaczne, bo to disco polo w pseudo-rapowej oprawie. W głowie zaczyna się rodzić pytanie : „Zatem skąd ten platyny?”. Drogi Czytelniku, to dzięki PR`owi. To dzięki temu, że tania informacja i sensacja od wielu lat podświadomie nas podnieca. Sprawia, że koniecznie chcemy przekazać ją dalej. Nawet jeśli jesto to niedorzeczne, niesmaczne i niepotrzebne. Zastanawiam się już od dłuższego czasu zaglądając na różne portale rapowe gdzie pojawia się w muzyce muzyka, sens, przekaz i choć próba kreacji poglądów. Dziś rap jest reklamą. Samą w sobie, bez idei, po co komu one? Wszystko musi być ładne, tanie i szybkie. Staram się jak mogę by zachować status quo. Wiem jak trudno dziś nie ulec pokusom portali, jak silnie mimowolnie na ówczesnym rynku bez nich egzystować. Wierzę w ludzi. Wierzę w to, że kiedyś powrócą złote lata i będę mógł posiłkować się jeszcze sztuką. Ona w końcu nie musi być wysoce skomplikowana by nią być. A co do prywatności, mam nadzieję, że zarówno artyści jak i Wy Drodzy Czytelnicy, choć odrobinę popatrzycie na tę sprawę z boku i wyciągnięcie z tego tekstu coś dla siebie.

 

Tymczasem ja gdy czytasz ten tekst chwytam za kubek z kawą, zamyka się w pokoju i na klamce wywieszam kartkę „Uwaga, nie przeszkadzać”… bo w sumie odrobina prywatności przyda się zawsze, nigdy nie wiadomo, nieprawdaż?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o