Rap EpiDEMIA #3: Charyzma i osobowość, czyli gdzie się podziały podziały?

0

W zeszły weekend dane mi było odwiedzić starych, dobrych znajomych w moim   ukochanym mieście. Kraków, miasto o którym mówić zawsze będę to samo, że posiada wszystkie pierwiastki które są ważne dla udanego wyjazdu. Czarujące, romantyczne, historyczne, nie stroni od dobrej zabawy, koncertów czy sportu. Podczas całego wyjazdu równomiernie do spożywanych ilości whisky wyrzucaliśmy jak z rękawa tematy dotyczące polskiego jak i zagranicznego rapu. Nie będę ukrywać, że najczęstszym motywem łączącym ów dywagacje były frustracja, rozczarowanie i żal. Żal o kilka znaczących faktów. Poczynając od tego, że z pozoru niegroźna moda na rap, mocno zaczęła zacierać granice pomiędzy tym co okołorapowe a tym co faktycznie nim jest, przez jednosezonowe gwiazdki i trendy aż po to, co natchnęło mnie do tego felietonu. Mowa o charyzmie, osobowości i podziałach których dziś brak. Czas tolerancji? Czas zrozumienia? A może po prostu nie chcę nam się myśleć? Nie chcemy poszukiwać wrażeń i mamy problem ze zrozumieniem tego czym jest PR i jak mocno wpływa na to co widzimy?

 

To był sobotni, naprawdę ciepły letni dzień. Promienie słońca (choć może się to wydawać dziwne, ale jednak) głośnym, by nie rzec irytującym hałasem przedostawały się do jednego z mieszkań w Krakowie powodując niemały ból głowy autora ów tekstu. Nic tak nie leczy kaca jak klin, dobre towarzystwo i dogodne tematy odwracające uwagę od bólu głowy. Jednym z z nich oczywiście był rap. Jako jedyny z elementów hip-hopu stał się mocno rozpowszechniony w ostatnim czasie. Normalnie powiedzielibyśmy, że to genialny czas na to aby starać się uświadomić mediom czy też szerszemu gronu odbiorców, że nie jest to żadne patologiczne zjawisko zażywające z entuzjazmem, dożylnie „marihuanen” bujając się przy tym w ciuchach po starszym bracie do aktu co najmniej niemuzycznego. Tak by było. W tym wszystkim, poruszyła mnie pewna kwestia. Fakt, że żadna moda nie bierze się znikąd, ba, ma ona swoje podłoże gdzieś zdecydowanie wyżej. Ciągle odwołujemy się do USA. Wciąż i wciąż mówimy o tym, że winni „rurkom”, „tunelom w uszach” i całemu nurtowi trapu winna jest moda zza oceanu. Jak bardzo bym nie próbował tego bronić, to prawda. Ma ona swoje ogromne źródło właśnie w Stanach Zjednoczonych. Jednak wolny wybór ludzi nie będzie podlegać mojej ocenie bo już kiedyś napisałem, że prawo wyboru jest istotne i wg mnie, niemożliwe do zanegowania. Boli mnie natomiast to, że nieprawdopodobna ilość osób które krzepiły te kulturę (tu zwracam się stricte do raperów) przenosi na grunt ów kultury rzecz kompletnie z nią niezwiązane wciskając niejednokrotnie, że jest to dalej rap. Otóż mam wrażenie, że nie. Co raz częściej mamy do czynienia z nurtem okołorapowym którego podwaliny stanowi melodeklamacja naszych ulicznych poetów. W ostatnich latach przemycono niepoliczalną ilość muzyki klubowej, reaggowej itp. Mam nieodparte wrażenie, że naturalną koleją rzeczy jest to, iż gatunkowość musi zachować swoją podstawę ( w tym wypadku – rap) by później ewoluować i zyskiwać nowe formy wyrazu. Do czego zmierzam? Do tego, iż wielokrotnie mylimy pojęcia. Nie chce się nam dziś rozckliwiać nad tym czy coś może mieć szare odcienie bieli. Wolimy gdy coś jest białe albo czarne, nawet wtedy jeśli w swojej istocie jest bure. Rzeczy podane pod nos może i smakują wyśmienicie, zwłaszcza gdy podane są na srebrnej tacy. Jednak nikomu nie przejdzie przez myśl w jakich powstawały warunkach. Czy tłuszcz na którym smażone były wersy jest świeży i naturalny czy też odgrzewany w niewiadomej ilości na syntetycznych składnikach?

 

Moje obserwacje powędrowały m.in. w stronę Palucha. Poznański raper, któremu nie można odebrać charyzmy, ciekawej barwy głosu i groove`u. Mam jednak mieszane odczucia co do próby udowodnienia tej kulturze, że to 100% rapu w rapie. Aby było to jasne, nikogo obrażać nie chcę. To czyste przemyślenia i chętnie podyskutuje z Wami na te tematy gdyż jest to rzecz która spędza mnie i wielu innym osobom sen z powiek. Nie ukrywam, że poznanie innego spojrzenia na tę sytuację będzie ciekawe. Wracając do tematu. Pamiętny utwór „Trueschool” wspomnianego wcześniej rapera, podsyca moją ciekawość. Z jedej strony padają wersy mówiące o świadomości MC, że za pomocą nowych, syntetycznych form wyrazu chce przekazać i dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Z drugiej strony słyszymy, że ” i tak najważniejsze jest to o czym nawijasz”. Czyżby? Wielokrotnie w utworach poznaniaka można słyszeć przytyki do innych raperów. Jednak nigdy nie padają ich ksywki. W jednym z ostatnich wywiadów można było usłyszeć, że raper wyrzuca swoje niezadowolenie samym zainteresowanym prosto w twarz – tu pojawia się pytanie. Czy to jest uczciwe wobec słuchacza? Wymiana zdań face to face – szacunek, znając dzisiejszą scenę, ów sytuacja jest rzadka i godna ukłonu z mojej strony. Jednak czy aby na pewno uświadomienie słuchaczy kto jest wack MC jest złe? Czy od razu musimy przyjmować, że rozpętana będzie gównoburza, że ktoś dla kogoś będzie banerem reklamowym bo o nim mówi? Czy właśnie nie na tym budowana była cała rap kultura? Na szczerości, na podważaniu czyjegoś autorytetu za pomocą muzyki? Ktoś traci, ktoś zyskuje – to normalne zwłaszcza w biznesie. Dlaczego biznes? Od dłuższego czasu polski, mainstreamowy rap jest biznesem i statystycznymi słupkami. Gdy bliżej się przyjrzeć całej sprawie mamy zalew nowych raperów którzy giną w muzycznym świecie szybciej niż się w nim pojawili. Wieńcząc temat Palucha, warto zaznaczyć, że nie brakuje mu charyzmy. Czemu zatem brakuje mu ostatniego pociągnięcia pędzlem by tak jak w beefie z Fokusem, udowodnić swoje racje i wskazać co niektórym pseudoraperom swoje miejsce. Dzięki kolejnym postaciom o których napisano więcej niż było to potrzebne, mimo, że jest to twór „okołorapowy” – szersze grono konsumentów muzycznych traktuje to dalej jako podwaliny naszej kultury, na czym nie tracimy mało. Mowa oczywiście o Gangu Albanii. Ja rozumiem, że to żart, że pastisz. Jednak błagam, nawet te formy potrafią być podane w smaczny i zabawny sposób. To nie jest ani dobre, ani żałosne. W każdym możliwym calu ukazuje jak podatni jesteśmy na modę. Cały czas czytam czy też słyszę zewsząd, „ale my się wydurniamy, przecież tego nie traktujemy poważnie”, nie powiadasz? Czy poważnym nie jest kupowanie płyt, biletów na koncert? Dajesz zarobić ludziom którzy budują naprawdę wręcz chorą otoczkę wokół czegoś z czym nie mają nic wspólnego twierdząc, że to nic poważnego. Mówimy o instrumencie do którego sięgają nawet dzieci. Przez nie trafia to do dorosłych którzy w wielkich sieciach muzycznych czytają, że to jest rap. Czasem warto przystanąć i przez chwilę zastanowić się czy aby na pewno to co uznajemy za niegroźne faktycznie takim nie jest. Zwłaszcza gdy w grę wchodzą już różnej maści produkty od dystrybutorów z napojem energetycznym po wkłady do E-papierosów. W całej tej sprawie zmierzam do jednego. Do faktu, że w zalewie PR-u, managementów i innych ruchów marketingowych, rap zatracił swoją tożsamość. Wszyscy MC chcą brzmieć jak swoi idole. Każdy boi się powiedzieć co tak naprawdę myśli na czyiś temat. Brakuje postaci która będzie mieć gdzieś całą medialną otoczkę i będzie przedstawiać ważne dla niego wartości. Nie liczę tu na drugiego 2Paca czy Notoriousa. Ale może polska scena zasłużyła po tylu latach na taką postać? Może ktoś się w końcu przełamie?

Przykładów jest co raz więcej. Tu po raz pierwszy chciałbym się do Was zwrócić bezpośrednio. Co Wy sądzicie na ten temat? Czy widzicie inne przejawy mody które źle wpływają na wizerunek polskiej sceny rapowej? Może sądzicie, że się mylę? Piszcie w komentarzach co o tym myślicie. Od teraz, felietony ukazywać się będą co dwa tygodnie, zatem miłego tygodnia i do usłyszenia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here