Taconafide Ekodiesel Tour – Relacja z Tauron Arena w Krakowie

0
19-04-2018r. Kraków: Koncert Taconafide Fot. Justyna Kamińska

Słońce obudziło tego dnia zmysły. Od rana towarzyszyły nam uśmiechy, za oknem dźwięki wiosny zdawały się szeptać : „to musi być dobry dzień”. Od momentu ukazania się albumu „Soma 0,5 mg” duetu Taconafide, ów krążek nie schodził z moich słuchawek i głośników. Spora porcja różnych zdań w recenzjach, dała mi do myślenia, że album musi być „jakiś” skoro znajduje tyle skrajnych zdań. Gdy dowiedziałem się, że Panowie odwiedzą Tauron Arenę i zapoczątkują tym (myślę, że mogę to napisać) największą w Polsce trasę koncertową „Ekodiesel Tour”, nie mogłem pozostać bierny. Czułem, że to może być dla Nich „być albo nie” na krajowej scenie muzycznej.

Po raz pierwszy miałem okazję pojawić się w krakowskiej Tauron Arenie. Muszę przyznać, że już na „dzień dobry” obiekt robi potężne wrażenie. Sama organizacja zasługuje na wielkie owacje! Od odebrania akredytacji przez wejście do środka, zgarnięcie bursztynowego trunku i udania się na samą płytę koncertu, całość nie zabrała nam nawet 10 min.! Może wyda Wam się to dziwne, ale takie aspekty jak kultura osobista obsługi, czystość miejsca koncertu czy drogi którymi dane jest nam się poruszać, są dla nas w ocenie dość ważne. W końcu każdy z Was przychodzi na takie eventy dla przyjemności, Am I right? Wyobraźcie sobie taki miły detal od samego superduetu raperów którzy przed toaletami zamieścili podpisaną przez siebie informację „Szanuj nie taguj”, Panowie niby nic, ale miło, że ktoś na to zwraca uwagę!

Płyta główna i naszym oczom ukazują się trzy duże ekrany. Dwa usadowione po bokach scenach, gdzie później pojawiać się na nich będą bohaterowie dzisiejszego wieczoru, oraz jeden duży uwarunkowany tuż za raperami, gdzie jak się później okazało, pojawiać się na nim będą naprawdę ciekawe i dobrze wykonane wizualizacje, fragmenty teledysków czy teksty utworów. Zapada zmrok, z głośników dobiegają dźwięki „Intro” a zza pleców owacja rozgrzanej publiczności. Słychać głosy Taco i Queby jednak samych Panów jeszcze nie ….
Nie mija chwila, ponownie zapada cisza którą dosłownie w momencie przerywają dźwięki „Metallica 808”. Tłum oszalał. Muszę powiedzieć, że z tyloma przeżytymi koncertami na karku naprawdę miałem ciarki na całym ciele. Machina wystartowała. Panowie zaserwowali na dobry początek rzeczoną Metallicę, następnie „PIN” i „ Giro d`Italia”. Już od samego startu było widać, że przyłożyli się do wspólnej trasy. Przed samym koncertem dopadło mnie zwątpienie, czy dźwigną tak duży bo 1,5 godzinny set technicznie? Czy stracą głos w połowie i będziemy mieć do czynienia z jedną z największych porażek koncertowych 2k18 w Polsce? Czy będzie to trasa, która przyzna rację tym niepochlebnym recenzjom , że całość to wyłącznie twór do zarabiania mamony? Zła informacja dla kolegów po fachu którzy liczyli na klapę tego projektu. Nic bardziej mylnego, Panowie wyszli na scenę w genialnych nastrojach. Otoczka całości dodawała pikanterii, od prostych ale dość efektownych świateł, w/w telebimów z wizualizacjami po wyrzuty dymu na szerokość całej sceny. To co spowodowało nieskrywany uśmiech na mojej twarzy i pozwoliło czerpać satysfakcję ze wspólnej zabawy to postawa obu Gentelmanów. Pomijam fakt, iż radość ich nie opuszczała (w końcu nikomu wcześniej nie udało się osiągnąć takich wyników w sprzedaży koncertów jak właśnie im!) jednak to jak przygotowani byli do całości. Dobór materiału, momenty na złapanie oddechu, widowiskowość to wszystko składało się na to, że 1,5 h zleciało jak 30 minutowy festiwalowy set! Taconafidexsi nie zwalniali tempa. W publiczność poleciały ”Art.-B” , „Ekodiesel”, „Visa”, czy „Kryptowaluty”. Gdy Taco postanowił złapać oddech, na scenie pojawił się nie kto inny jak hypeman QuebyKrzy Krzysztof. Co trzeba mu przyznać, swoją rolę wypełnia należycie. Nie skrada show. Wręcz przeciwnie doprawił je z klasą odrobiną pikanterii a mało kto potrafi to zrobić będąc „cieniem głównego artysty”. Za tę naprawdę trudną i tak często pomijaną przez wszystkich rolę, ja Panu Krzysztofowi kłaniam się w pas. Quebo po wykrzyczanym przez ogromny tłum „Madagaskarze” dokonuje stage diving`u. Niesiony falą ludzkich rąk daje ponieść się emocjom i serwuje kilka wersów z kawałka swojego kolegi Taco z „Chodź”.

Publiczność podchwyciła, temperatura zaczęła rosnąć. Wracając na scenę niczym prawdziwy grecki bohater z głośników poleciały między innymi „C`Est la Vie” czy „Nowy Kolor” z materiału Otsochodzi. Jak i w „C`Est la Vie”„Nowym Kolorze” tak i w powoli podsumowującym cały występ (pięknie nazwanym oraz zaintonowanym przez zajaranego następnym numerem Quebonafide – „happeningiem”) „Nostalgii” raperzy dokonali małego blendu mieszając naprzemian swoje zwrotki. Nie ma co ukrywać pojawiły się i gorsze momenty, jak powoli łamiący się z przemęczenia głos Filipa, myślę, że delikatnie nie pasujące do show utwory jak „Wiem” czy „Sectumsepra” które dość znacząco zwolniły całość żywiołowego i genialnego show. To co zdecydowanie rozwaliło mnie na łopatki to niemożliwa do zmierzenia żadną ludzką miarą energia Quebonafide. To nie może być człowiek! Sposób w jaki prowadzi tłum, biega przez całą scenę, by nagle po stage divingu oddać się swoim fanom do zdjęć na trybunach, wrócić i skończyć koncert w wielkim stylu, nie tracąc przy tym głosu i grama energii wydaje się czymś niemalże niemożliwym! W mojej skromnej opinii Pan Filip pomimo delikatnego pozostawania w cieniu sceny naprawdę świetnie uzupełnia swojego energicznego kolegę. Barwa głosu, pewność siebie ubrana pod płaszczykiem tajemniczości powodują, że Taconafide dał jeden z najlepszych koncertów na których miałem przyjemność być!

W ramach podsumowania przypominają mi się słowa Pana Jakuba Żulczyka, który w recenzji krążka w/w raperów napisał, iż nie wierzy w żadne ze słów wypowiedzianych na płycie. Nie wierzył im nawet gdy się przedstawiali. Ja powiem tak, Drogi Kubo, Drogi Filipie – mnie osobiście zamurowaliście, choć nie byłem Waszym zwolennikiem. Ukazaliście mi obraz artystów którzy przygotowali naprawdę dobre, profesjonalne widowisko, bardzo dobrą, rodzinną wręcz atmosferę z fanami. Choć kiedyś nie rozumiałem, dziś w zupełności pojmuje Wasz sukces na rodzimej scenie i z całego serca Wam go winszuje. A Wam Drodzy czytelnicy, jeżeli macie jeszcze możliwość aby załapać się na „Ekodiesel Tour” nie wahajcie się! Idźcie, naprawdę W.A.R.T.O.!

Daniel Warakomski

 Fot. Justyna Kamińska dla Revolume

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o